Moim zdaniem

Nowy!

Bezpieczeństwo cywilizacyjne – nie pozwólmy amputować kultury

Jak Polska długa i szeroka i jak Europa, zjednoczona w swojej różnorodności, tematem odmienianym przez wszystkie przypadki jest bezpieczeństwo. Oczywiście głównie w pojęciu militarnym, jako że po 80 latach spokoju (nie licząc wojny na Bałkanach) spięta wspólnymi interesami i wartościami UE dawała gwarancje pokoju. Politycy i stratedzy biją na alarm, że czas się zbroić i przypominają wyświechtane nieco, ale wciąż aktualne powiedzenie, że jeśli chcesz pokoju to przygotuj się na wojnę. A więc powoli, nawet nieobyty z militariami widz czy czytelnik, zaczyna identyfikować, co to Starlinki, co Patrioty, a co Abramsy.

Argument siły zaczyna bezwstydnie wypierać dyplomację, która opierając się na prawie międzynarodowym, pozwoliła w ramach porządku światowego zażegnywać spory i konflikty bez uciekania się do metod siłowych. Ta zmiana dzieje się na naszych oczach i jest porażająco widoczna nawet w tym, co mówi i robi prezydent największego mocarstwa i jego świta. Nie wypada nam go otwarcie skrytykować, bo to może mieć daleko idące konsekwencje, więc mruczymy sobie pod nosem, że głupkowaty, niekompetentny i zastanawiamy się, jak to możliwe, że został wybrany demokratycznie przez niegłupich przecież Amerykanów. Ale to już się stało i jest faktem. Niektórzy chwalą go za to, że popchnął Europę do działania, obudził ją jak Śpiącą Królewnę z długiego zauroczenia własną wyjątkowością, która w ocenie pana prezydenta jest słabością. Z drugiej strony „putynizm”- zbrodnicza patologia z którą trzeba walczyć na wszystkich frontach. Europa ma już tego świadomość. Lepiej późno niż wcale. Zbroi się i tak trzeba.

Czy jednak w tym wojennym zapale nie ucieka nam inna sfera życia, którą też należałoby otoczyć opieką i ochroną? Chodzi o ducha i szeroko rozumianą kulturę, na której opiera się nasze bezpieczeństwo cywilizacyjne. Czy równolegle do determinacji, z którą wzmacniamy nasze możliwości bojowe nie powinniśmy starać się uzbrajać społeczeństwa do walki z toksyczną głupotą, która wylewa się z Internetu, z mediów społecznościowych i powoli zaraża nasz świat, rozwala kulturę, dołuje twórców, którzy w większości klepią biedę. Jednocześnie rośnie liczba globalnych influencerow, którzy wierzą, że przyszłość należy do nich, a za bzdury połączone z reklamą mogą zbić dobrą kasę.

Niedawno belgijska RTL TVI wyemitowała reportaż o amerykańskich influencerach, z których jeden bierze systematycznie udział w konkursach, kto wpakuje w siebie jak najwięcej hot dogów. Nagroda dla zwycięzcy opiewa na sumę 1000 dolarów. Przypatrują się temu widowisku rzesze ciekawskich, gotowi płacić za spektakl, który szczególnie w swojej końcowej fazie, jest co najmniej niesmaczny. Inny, zaskakujący i niecodzienny przekaz pochodzi od młodego influencera z Dakoty, ojca rodziny, który stając obok rury wydechowej swojego samochodu, wdycha z lubością CO2 starając się tym udowodnić, że wszystkie alarmowe doniesienia o szkodliwości tego gazu są wyssane z palca i służą jakiejś grupie interesu. Tak jak i ocieplenie klimatyczne, którego nie ma i nie będzie.

Mężczyzna prowadzi blog, ba nawet założył radio i wypuszcza w eter każdego dnia „inteligentne” recepty na szczęśliwe i dostatnie życie. W jednej z ostatnich na pytanie słuchacza „Co robić, kiedy inni ludzie nie zgadzają się z twoim zdaniem?” odpowiada bez cienia wątpliwości: „Ignorować ich i robić swoje”.

Trzeba uzbroić ludzi kultury w wiarę, że mają przed sobą misję i dać im na to środki. Inaczej skapitulują i pogrążą się w bylejakości. W niektórych środowiskach twórczych to się już dzieje. Niedawno usłyszałam od młodego scenarzysty, że nie wstydzi się braku ambicji, bo to, co ambitne trudno sprzedać. Pisarze, którzy nie są na etacie, nie mają za co żyć. Niedawno w Krakowie była zrzutka dla jednego z krakowskich poetów, z uznanym dorobkiem twórczym, kilkakrotnie nagradzanego. Czy tak ma wyglądać życie w godności?

Luki legislacyjne to jedno, a zagrożenie, które niesie ze sobą Internet i sztuczna inteligencja to drugie. Dumna ze swojej kulturowej wyjątkowości Francja, była w zeszłym miesiącu, za sprawą prezydenta Macrona, siedzibą mega konferencji na temat AI, która stała się dla środowisk twórczych okazją, żeby wyartykułować obawy o przyszłość kultury, którą ma tworzyć algorytm. Czy to „on” stanie się autorem? Nawet jeśli dzisiaj zdolności twórcze są wciąż jeszcze tylko domeną człowieka, przy tak niesamowitym rozwoju technologii, nie możemy być pewni, że stopniowo maszyna nie zepchnie twórców na margines, przy poklasku obywateli , którego wymagania i oczekiwania artystyczne lecą w dół. Słyszałam od uczniów z kilku francuskich i hiszpańskich szkół, że już nie czytają lektur, bo robi to za nich ChatGPT i podobno streszcza cały tekst lepiej niż sami by to zrobili, a w dodatku robi to w rekordowym tempie. Zapominają tylko, że przy tej metodzie sztuczna inteligencja będzie się rozwijać, a ta ludzka będzie się kurczyć. Nasz umysł się rozleniwi i będzie też coraz bardziej podatny na wszelkiego typu manipulacje. Zjawisko ogłupianych czytelników ma charakter globalny. Zmieniają się ich gusta, ich potrzeby i oczekiwania.

Mocno na tym cierpi dzisiejsza literatura.

Z rozmów z zaprzyjaźnionymi wydawcami wiem, że najlepiej sprzedają się dzisiaj kryminały z dużym ładunkiem morbo ( z hiszp. chorobliwie mroczne i brutalne) , powieści erotyczne szminkowane voyeryzmem , i fantastyka. W Belgii niesamowitym sukcesem wydawniczym okazała się książka lekarza sądowego, który sam siebie nie nazywa pisarzem tylko „opowiadaczem” i dzieli się z czytelnikami swoim trzydziestoletnim doświadczeniem odkrywając kuluary pracy nad ofiarami zabójstw, samobójstw i przemocy. Jego pedagogiczny, drobiazgowy opis, z całą pewnością przynosi bezcenne informacje dla organów ścigania. Okazuje się jednak, że jest również bardzo atrakcyjny dla setek tysięcy czytelników i dzięki którym książka ta stała się bestsellerem. Tego rodzaju zjawisko daje do myślenia i wzbudza pewien niepokój. Podobnie jak oferta telewizji, która faszeruje nas obrazami przemocy i gwałtu. Młodzi widzowie mogą się z tych filmów lepiej nauczyć, jak zabijać, niż jak ratować człowieka. To jest dramat.

A jeśli sięgnąć do komedii i rozrywki to jakość programów rozrywkowych w większości państw europejskich, a mam tu na myśli głównie ofertę hiszpańskiej publicznej telewizji ostatnich lat, jest żenująca. Głupkowate skecze przeplatane wulgaryzmami i rechocząca widownia. Programy te cieszą się jednym z największych wskaźników oglądalności.

Tymczasem z innego kąta robi do nas oko sztuczna inteligencja, która zachwyca szybkością reakcji, nieograniczonym dostępem do informacji i daje złudzenie, że nam wiernie służy. Pewno w niektórych sferach życia tak jest, ale to nie znaczy, że tak zostanie. Dzień, w którym stracimy nad nią kontrolę, będzie tym właśnie końcem historii, o którym mówił kiedyś Fukuyama, ale wtedy to był tylko koniec odcinka serialu. Ten, który się dzieje na naszych oczach jest w dużej mierze nieprzewidywalny. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy nie dali się zwariować modom, trendom, zaklęciom, a hołubili to, co w nas ludzkie i niepowtarzalne, nie do skopiowania, a tych, co kopiują i robią to bezkarnie, należy ścigać.

Musimy obronić literaturę przed intelektualnym kanibalizmem w internecie. Unia europejska przyjęła szereg ważnych regulacji w tym zakresie, ale to państwa członkowskie są odpowiedzialne za ich wdrażanie i tu pośpiechu nie widać. A im dalej od Europy, tym gorzej.

Mój chiński znajomy, krytyczny w stosunku do swojego rządu, zwykł mówić, że w opinii jego rodaków copyright znaczy tyle co right to copy. Śmieszne i straszne.

Dzisiaj jednym z artykułów deficytowych, który koniecznie trzeba promować, jest etyka i zmysł krytyczny, i żaden algorytm ich nie zastąpi. Chodzi bowiem o cechy typowo ludzkie połączone z intuicją, z wartościami z doświadczeniem życiowym, których maszyna mieć nie może.

Myśląc o bezpieczeństwie, nie zapominajmy o tym, co dla naszej europejskiej cywilizacji jest jej „być albo nie być” – o kulturze i tych, co ją tworzą, dlatego, że mają talent, a to rzecz rzadka i cenna i należy ją chronić. Tylko tak uzbrojona Europa może się obronić !

 

Joanna Jarecka Gomez

Bruksela, 28 marca 2025

Przeczytaj moje artykuły (kliknij, aby powiększyć):